|
|
|
O NAS
"[...] Jadalem juz wiele roznych podobnych, ale smak waszych wyrobow jest jednym z najlepszych na swiecie. Jedzenie waszych konfitur poziomkowych np. to wspaniala wyprawa w swiat smakow, a wisni trzeba zjesc od razu caly sloik [...]"
Stefan Meller. b.minister spraw zagranicznych RP
Jesteśmy niewielką firmą ulokowaną na skraju województwa Mazowieckiego, w okolicach Janowca, Kazimierza nad Wisłą, Czarnolasu, Zwolenia. Zajmujemy się tradycyjnym przetwórstwem owoców i warzyw.
Do czego dążymy?
Głównym zadaniem, jakie sobie stawiamy jest dostarczenie Państwu zdrowych i smacznych produktów o typowym dla tradycyjnej kuchni polskiej smaku. Staramy się przypominać konsumentom pewne przetwory niegdyś bardzo popularne, dziś nieco zapomniane.
Jak chcemy to osiągnąć?
Aby osiągnąć założony cel stosujemy tylko tradycyjne receptury i techniki produkcji, pozyskujemy świeży surowiec pochodzący od lokalnych rolników, nie używamy żadnych sztucznych dodatków. Krótki czas, jaki mija od zbioru do przetworzenia sprawia, że straty wartości odżywczych na skutek utleniania, dojrzewania, wypłukiwania, długiego oddziaływania wysokich temperatur są niewielkie. Produkty słodkie nasączane są cukrem w urządzeniach próżniowych w temp. ok.80°C, co zmniejsza straty witamin. Stosujemy odpowiednie, stare, domowe, wypróbowane receptury. Owoce i warzywa skupujemy od lokalnych rolników, których znamy, z którymi współpracujemy od lat. Niektóre uprawy są prowadzone specjalnie dla nas, dzięki czemu mamy odpowiedni surowiec (małe ogórki, patisony, pomidory). Ręczna obróbka pozwala na szczegółową selekcję i wybór najlepszych owoców i warzyw. Do naszych wyrobów nie dodajemy żadnych konserwantów, zagęstników, aromatów, barwników, koncentratów. Dzięki temu nasze wyroby są smaczne i zdrowe.
Dlaczego przetowy tradycyjne?
.jpg)
Uważamy, że tradycyjna polska kuchnia, a w naszym wypadku przetwórstwo owoców i warzyw, ma wielkie walory smakowe i zdrowotne i warta jest kultywowania. Dlatego przygotowujemy takie przetwory, jakie nasze prababcie, mamy robiły w domach, nie psujemy ich dodatkiem środków chemicznych, staramy się zachować jak najwięcej wartości obecnych w świeżych owocach i warzywach.
Co daje nam lokalizacja w dolinie Wisły?

Region, na którym działamy, pogranicze województwa mazowieckiego i lubelskiego, Równina Radomska połączona doliną Wisły z Wyżyną Lubelską posiada odpowiedni dla upraw ogrodniczych klimat. Jest to jeden z cieplejszych rejonów Polski (śr. temp. roczna +8 °C) o dużym nasłonecznieniu i zróżnicowanych glebach umożliwiających uprawę roślin o różnych wymaganiach. Wielowiekowe tradycje ogrodnicze, istnienie od 1862 roku w Puławach Instytutu Rolnego i Leśnego promieniującego specjalistyczną wiedzą na całe imperium carskie, ale też na najbliższą okolicę sprawia, że mamy dostęp do surowca wysokiej klasy.
Co wiemy o uprawie, przechowywaniu i jedzeniu owoców i warzyw w przeszłości?
Nasi przodkowie przywiązywali dużą wagę do przechowywania owoców i warzyw, które uprawiane były w Polsce powszechnie już w średniowieczu. W miastach były wydzielone dla mieszczan ogrody i sady, znajdowały się one również przy plebaniach, siedzibach rycerskich. Plony suszono, kopcowano, smażono też powidła owocowe, kiszono grzyby, warzywa. Zachowały się zapiski z dworu królowej Jadwigi o podawaniu biesiadnikom owoców smażonych w miodzie. Mikołaj Rej zachwala uciechy płynące z przygotowania i jedzenia rozmaitych przetworów - powideł owocowych, różyczek smażonych, kapusty kiszonej w kilku smakach, rydzów i ogórków, ćwikły z kminkiem i octem. Z latami techniki przetwórcze były coraz bogatsze, obejmowały coraz większa gamę produktów.
Jakie są tradycje upraw ogrodniczych w okolicach Pająkowa?
Nasz region dzięki sprzyjającemu klimatowi ma wielowiekowe tradycje upraw ogrodniczych. Sady i ogrody zakładano w miasteczkach i na wsiach. Benedyktyni osadzeni w Sieciechowie w XII w założyli tam pierwszą w Polsce szkółkę drzew owocowych. Ogrody były nieodzowną częścią nadań i fundacji. Przykładowo na uposażeniu plebana w Solcu z XV w jest aż 5 ogrodów, kościół i szpital dla ubogich w Janowcu otrzymał od Barbary Tarłowej 2 ogrody. Santi Gucci znakomity rzeźbiarz i architekt florencki - mieszczanin janowiecki otrzymał od Andrzeja Firleja ogród w Janowcu za „ućciwe posługi”. Piotr Firlej, pan na Janowcu, wojewoda ruski, dobry gospodarz był bliskim współpracownikiem królowej Bony. Według niektórych autorów „królowa darzyła go szczególnymi względami”, a Krasicki pisze dosadniej: „co z innych zdarła to Firlejom dała”. Można sądzić, że ta zażyła znajomość miała wpływ także na janowiecką kuchnię i uprawy w zamkowych ogrodach, zwłaszcza że były one pod fachową opieką. Ogrodnik zamkowy (hortulus arcis) jest notowany w księgach parafialnych Janowca do końca XVIII wieku. Pochodzący z 1658 r. opis sadu w folwarku Raj /30 km od Pająkowa/ do dziś budzi zachwyt: „od południa winniczka gdzie się i wino rodzi i drzewek brzoskwiniowych albo morelowych urodzajnych jest pól kopy. Pod górą jest ogród włoski wielki, figarnia porządna, w niej drzew figowych 39, wszystkie dobrze obrodziły, drzewa brzoskwiniowego, morelowego i innego około 300 sztuk, tamże dwa ogrody warzywne.” Proboszcz zwoleński w XVIII w ma 3 ogrody w różnych częściach miasta. W opisie dóbr Janowieckich z 1820 r. ogród znajduje się przy każdej chłopskiej zagrodzie, we wszystkich folwarkach są sady i ogrody. W Puławach „sama zaś wojewodzina Ruska (Zofia z Sieniawskich Czartoryska) zachwycona ślicznym i wspaniałym położeniem miejsca zaczęła je roku 1731 przyozdabiać pięknym i rozległym ogrodem w ulice i szpalery porżniętym, sadami drzew owocowych i porządnemi budowlami.” Olbrzymi wkład w rozwój ogrodnictwa w naszym rejonie miała ks. Izabela Czartoryska. Stworzyła w Puławach gigantyczny park widokowy na obszarze 600 ha, założyła wspaniałą oranżerię z olbrzymią kolekcją roślin egzotycznych, były tam również ogrody warzywne i sady. Księżna Izabela, opiekunka okolicznych włościan zachęcała ich do sadzenia drzew owocowych. W 1832 r. Czartoryscy za działalność patriotyczną tracą Puławy. W roku 1862 dzięki doskonałej bazie - zaczyna działalność w Puławach Instytut Politechniczny i Rolniczo – Leśny, który wielokrotnie przekształcany trwa jako ośrodek kształceniowy i badawczy do dziś. W puławskiej placówce kształcili się studenci z całego obszaru imperium carskiego. Instytut prowadził w okolicy wzorcowe gospodarstwa, gdzie odbywano praktyki, studenci mieszkali u puławskich mieszczan i okolicznych chłopów. Ten bezpośredni kontakt, przenikanie wiedzy wpływały na rozwój kultury ogrodniczej w rejonie. W XIX w. słynne na całą okolicę były sady w dobrach łagowskich, należące do Stanisława Odrowąża Pieniążka. Wspomnienia mieszkańców Zwolenia sprzed 1939 r. pełne są wzmianek o sadach, ogrodach, zapachu malin, o ogórkach i melonach. Klemens Oleksik pisze: ”Pamiętam studnię, przy niej gruszę rodzącą duże soczyste owoce. Taka gruszka, gdy spadła na głowę mogła dobrze poturbować. Czasem gruszki spadały do studni – wyławiano je wiadrem.” Dzięki tym tradycjom mamy wspaniałe surowce do produkcji.
Jakie są tradycje kulinarne naszego regionu?
„Policzna prześliczna
Na Baryczy ryb nie zliczy
Czarnolas wyżywi nas
A Sycyna da i wina”
Kochanowski
W naszym regionie przez wieki współistniały kuchnia magnacka, swojskie kuchnie dworów szlacheckich, kuchnie mieszczan Kazimierza, Janowca, Zwolenia i skromna kuchnia chłopska.Przenikały się one wzajemnie, jako że tutejsza ludność była w ciągłym ruchu i kontakcie. Janowiec gościł w swoich murach królów i magnatów. Np. w roku 1606 na zamku w Janowcu Zygmunt III Waza podpisał ugodę z rokoszanami Zebrzydowskiego. Nie mogło się obyć bez uczty. Bywał w Janowcu syn Augusta II Mocnego królewicz Karol, przyjaciel właściciela Janowca Marcina Lubomirskiego, zakochany w jego pięknej kuzynce Franciszce Krasińskiej. Sasowie znani są ze swego zamiłowania do obfitego stołu. Zamek posiadał odpowiednie zaplecze do przygotowania posiłków dla wielkiej liczby stałych mieszkańców i licznych gości. Na zamku była wykuta bardzo głęboka studnia, a obok mieściła się kuchnia ”wielka jak trzeci dziedziniec”, z ogromnym ogniskiem kuchennym, w którym jak głosi miejscowe podanie przed wiekami dokuczliwego kucharza „kuchciki z wszelką wygodą w całości na rożnie upiekli„. Obok kuchni znajdował się piętrowy dom, w którym prawdopodobnie mieszkali szczególnie cenni fachowcy – kuchmistrz, cukiernik, pasztetnik.
Po drugiej stronie Wisły, w Puławach Czartoryscy stworzyli świetny dwór odwiedzany przez koronowane głowy swojej epoki. Bywali tu Stanisław August Poniatowski, car Aleksander I, dla którego wzniesiono nawet specjalny pałacyk, król saski Fryderyk August, arcyksiążę austriacki Ferdynand, wielki książę Konstanty. W roku 1777 z okazji wizyty w Puławach króla Stanisława Augusta księżna Elżbieta z Czartoryskich Lubomirska urządziła wielką fetą, na której zorganizowano miedzy innymi jarmark z udziałem okolicznych mieszkańców. Wystawiono tam do sprzedaży, „co tylko spiżarnia, kuchnia, piwnica i obejście... gospodarstwa do domu … potrzebować może...Jarmark ludny był z zebranego samego pospólstwa, więcej nad tysiąc… na ich profit najniższą ceną otaksowano sprzedaż i wolne im zostawiono rozkupowanie wszystkiego, co tylko żywnością pospolitą i ku potrzebie chłopskiej na jarmarku znajdować się mogło. Odgłos tego jarmarku sprowadził z okolicy tak szlachtę jak i różnych ludzi.”
W ucztach i zjazdach uczestniczyła okoliczna szlachta. Wiemy, że stałym gościem Firlejów w Janowcu był Jan Kochanowski. Wielki poeta nie stronił od uciech stołu, czemu wielokrotnie dał wyraz w swej twórczości. Lubomirscy często brali udział w chrzcinach dzieci okolicznej szlachty, czy mieszczan Janowca. Właścicielem pobliskiej Baryczy był od 1608 r. Stanisław Jasnogórski, mąż Zuzanny Kochanowskiej, kuchmistrz koronny króla Władysława IV. Dzięki tym różnorodnym kontaktom nowinki i mody kulinarne wędrowały ze stołów wielkopańskich do szlacheckich dworów i do mieszczan. W XIX w obok funkcjonujących w okolicy licznych karczm pojawiło się nowe zjawisko – jadłodajnie dla studentów Instytutu Rolniczego w Puławach. W Zwoleniu na rynku Iwan Szabelski, gen. kawalerii i właściciel Jasieńca założył oryginalną rosyjską herbaciarnię z herbatami z całego świata, oryginalnymi tulskimi samowarami i konfiturami. Ten pomysł zyskał uznanie, bo w czasie I wojny światowej w Kozienicach, a potem w Dęblinie herbaciarnie dla legionistów prowadziły panie Aleksandra Szczerbińska, późniejsza żona Józefa Piłsudskiego wraz z Marią Marcinkowską z pobliskich Janowic, której ojciec Józef trzymał przyszłego marszałka Piłsudskiego do chrztu.
Kuchnia chłopska, skromniejsza, oparta głównie na ziemniakach, potrawach mącznych, pierogach, kapuście, grzybach z okolicznych lasów od święta sięgała również do bogatszych wzorów, bo według wspomnień mieszkańców z okolic Zwolenia na wesela zatrudniano kucharki z okolicznych dworów lub z Radomia.
Cieszymy się, że możemy czerpać z tak bogatych tradycji i pragniemy je kontynuować.
Współpracujemy między innymi z ORGANIC Farma Zdrowia:

|
|
|